KONKURS – Zgarnij kurtkę, buty i 100 zł

KONKURS – Zgarnij kurtkę, buty i 100 zł

NAGRODY

I miejsce – kurtka RIVERSIDE – 499 zł;
II – miejsce: buty VILA – 169 zł;
III miejsce – 100 zł do wydania w BrandZoo.co;

BrandZoo kurtka Riverside

BrandZoo kurtka Riverside

 BrandZoo buty Vila

Zasady Konkursu

Wykonaj poniższe kroki po kolei.

  1. Polub stronę Facebook glamourina.pl
  2. Polub stronę Facebook BrandZoo.co
  3. Zarejestruj się w serwisie BrandZoo (absolutnie za darmo i ciesz się promocjami na zawsze) TUTAJ
  4. Zostaw komentarz na tej stronie (tutaj poniżej) z odpowiedzią na pytanie: “Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Co zrobisz?“.

Najlepsze historie wygrają.

Konkurs trwa od 20 września 2012r. do 8 października 2012r do godziny 23:00 polskiego czasu włącznie.

Zapoznaj się z regulaminem pod tym linkiem.

 Oto jak działa BrandZoo

BrandZoo

Wzięcie udział w konkursie jest równoznaczne z akceptacją regulaminu oraz z opublikowaniem jego/jej imienia i nazwiska na stronie glamourina.pl i facebook.com/glamourinapl i na stronach internetowych i Facebook BrandZoo.
Inspirację z BrandZoo! Też tak chcesz? Teraz możesz! ;) Ciesz się stałymi zniżkami!!!

Konkurs nie jest sponsorowany, prowadzony, administrowany i związany z Facebookiem w żaden sposób. Jako uczestnik rozumiesz i akceptujesz, że dostarczasz informacje organizatorowi promocji a nie Facebookowi.
UWAGA: komentarze konkursowe dodawane za pomocą Facebooka nie biorą udziału w konkursie. Proszę napisać zwykły komentarz, tu na samym końcu tej strony.

 

Edit z 14 października 2012r.

Konkurs wygrali:

1 miejsce: senninha, która 27 wrz 2012 o 20:45 dodała komentarz o treści “… przypominam sobie, że nie mam portfela. W pierwszym odruchu myślę tylko o tym, jak szybko po niego pojechać i wrócić do sklepu przez zamknięciem, ale po chwili dopada mnie ta okrutna myśl, że i tak w nim jedynie pustki, więc na wiele by się tu nie przydał. Czasem aż boję się go otworzyć, bo mam wrażenie, że ta wielka, czarna dziura poluje nie tylko na moje pieniądze, ale też na mnie.

Ale wracając do rzeczy… kradzież odpada. Nie tyle ze względów moralnych, choć też, ale przede wszystkim dlatego, że pewnie przy moim szczęściu Pani ekspedientka chodziłaby na kurs muay thai lub taekwondo i spuściłaby mi taki łomot, że raz na zawsze odechciałoby mi się wszystkich płaszczyków. I zakupów w ogóle.
Pożyczka kasy od znajomych? Pewnie i by pożyczyli, ale co bym im później oddała? Kawałek czarnej dziury…?
I wtem moje rozmyślania przerywa jakiś hałas. Trzask! Prask! Coś się zadymiło, zaskwierczało i wtem jak żywy staje przede mną Lucyfer. Uśmiecha się szyderczo, jak mój szef, gdy pytam o podwyżkę.
– Marzy Ci się taki płaszczyk, co? – zagaduje.
– Wiesz – odpowiadam – paktu z Tobą raczej żadnego nie podpiszę. Panicznie boję się widoku krwi i w ogóle. Duszy też Ci nie oddam, bo to chyba jedyne, czego mi jeszcze komornik nie zabrał.
Lucyfer znów tylko się uśmiecha.
– Kto powiedział o oddawaniu duszy, czy podpisywaniu czegoś krwią?
Ho, ho! Nie ze mną te numery. Oglądałam Ghost Ridera…
– Nie, nie… dziękuję. Kiepsko jeżdżę nawet na rowerze.
– Ale ja nie o tym… – ciągnie dalej diabeł. – Mam dla Ciebie propozycję. Sprawię, że ten płaszczyk będzie Twój, a Ty w zamian…
– Nie, nie! Nie chcę tego słyszeć. Nie zmieszczę się na księżycu, bo jest tam już Twardowski. Nie chcę być Ghost Riderem, ani czeka aż przyjdziesz po moją duszę!
– Dasz mi w końcu skończyć? – diabeł zaczyna wyraźnie się irytować. Nie przerywaj mi, bo osmolę Ci te Twoje długie rzęsy! Więc tak… moja propozycja wygląda następująco. Ja Tobie ten płaszczyk, a Ty w zamian przestaniesz w nerwach posyłać wszystkich do diabła! U mnie już długa kolejka takich, co przychodzą, gapią się co by zawinąć i w ogóle. I wszyscy od Ciebie! Przyjdą, syf zrobią i wracają na ziemię. Umowa stoi?
– Jak za ten płaszczyk to… stoi! A nie dorzuciłbyś ze dwie stówy do portfela? Tak na wszelki wypadek, gdyby mnie ktoś znów zdenerwował…
Trzask! Prask!
Cholera, moje rzęsy…

:)
pozdrawiam.
na fb lubię jako Monika Cz.,
na BrandZoo zarejestrowałam się, jako senninha“.

2 miejsce: Anula Wawrzyniak, która 8 paź 2012 o 13:47 dodała komentarz o treści “„Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Co zrobisz?„

Cóż, możliwości jest co najmniej kilka – i warto zapamiętać wszystkie, żeby nie dać się zaskoczyć w żadnej sytuacji – bo grunt to elastyczność, moje Panie! :D Zatem…

1. TAKTYKA “NA NAUKOWCA”.
Wsuwam na nos okulary, w przebieralni upinam włosy w elegancki, skromny kok i pozbywam się nadmiaru makijażu, a następnie przybieram barrrdzo surową minę. Wychodząc z szatni, ogłaszam wszem i wobec poważnym głosem: “Proszę Państwa, proszę się natychmiast odsunąć! Wykryłam w tym materiale wysokie stężenie szkodliwych dla zdrowia substancji, muszę go natychmiast odizolować!”.
Po tym wstępie podchodzę do pań z obsługi, wyjaśniam, że płaszcz należy natychmiast odnieść na zaplecze i schować, a ja niebawem zjawię się tutaj ze stosownymi narzędziami, żeby go wykupić i zabrać do laboratorium.
NIEZBĘDNE REKWIZYTY: okulary, surowa mina, telefon (zawsze można wmówić, że ma wbudowany licznik Geigera).

2. TAKTYKA “NA ASYSTENTKĘ GWIAZDY”
Prócz płaszcza zrywam z wieszaków jeszcze mnóstwo ciuchów i pewnym krokiem podchodzę do kasy, po czym przedstawiam się jako asystentka Dody, Maryli Rodowicz tudzież innej aktualnie popularnej gwiazdeczki. Mówię, że chciałabym te ciuchy na potrzeby najnowszego teledysku, ale muszę jeszcze zadzwonić do Dody, Maryli etc., więc proszę je odłożyć na godzinkę, dobrze?
Po czym pędzę do domu po portfel albo dzwonię do rodzinki, żeby mi go ktoś dowiózł.
NIEZBĘDNE REKWIZYTY: pewny krok, jeszcze pewniejszy głos, znajomość rynku celebryckiego.

3. TAKTYKA “NA PLAMĘ”
Ryzykowna, bo trzeba płaszczyk przybrudzić – najlepiej kurzem albo innym nieszkodliwym elementem. ;) Taki przybrudzony płaszczyk niesiemy do kasy i marudzimy, że… kupiłabym, ale… ta plama… a może da się coś zrobić? Po czym bajerujemy sprzedawców, żeby ten płaszczyk doczyścili i obiecujemy, że zgłosimy się po niego za godzinę lub dwie. :D Już z portfelem.
NIEZBĘDNE REKWIZYTY: kurz i desperacja w głosie (taaaaak bardzo chcę ten płaszczyk, tylko go doczyśćcie)…

4. TAKTYKA “NA SIEROTKĘ MARYSIĘ”
Po prostu przyznaję się, że zapomniałam portfela, robię wielkie oczy i proszę o odłożenie ciuszka (podaję też swój numer telefonu), po czym pędzę do domu po kasę.
NIEZBĘDNE REKWIZYTY: wielkie oczy, urok osobisty i niezły wynik w biegu na czas. ;)

Pozdrawiam!
Anula Wawrzyniak“.

3 miejsce: Natalia, która 20 wrz 2012 o 22:59 dodała komentarz o treści “Jestem na zakupach jesiennych, wybrałam wymarzony płaszczyk i przypominam sobie, że zostawiłam portfel w domu. Co tu robić? Kieszonkowiec czy złodziejaszek ze mnie marny, a właściwie beznadziejny. Jeden jedyny raz cichcem przemyciłam z kuchni do swojego pokoju kawałek ciasta. Udało się? A gdzie tam! Nie zdążyłam nawet wziąć kęsa i zatopić zębów w przepysznym czekoladowym, puszystym serniku, a tu w drzwiach ukazała się mamina sroga mina. Cóż więc robić? Pożyczenie niestety również odpada- życzliwi przechodnie z pewnością nie zrozumieją tak ważnej dla mnie sprawy. Swoją drogą, smutny ten dzisiejszy świat. Społeczeństwo nie zechce pomóc tak zdesperowanej kobietce jak ja, pragnącej tylko nowego płaszczyka…

Może poproszę kasjerkę o pomoc? W końcu kto jak nie ja, został na uczelni ‘małą miss słodkiej minki’ zdolną przełożyć nawet najtrudniejsze kolokwium? Niestety, czasy nie te. Oszustów na pęczki, panie ekspedientki coraz ostrożniejsze, chcą sprzedać, zarobić, a nie czekać na zapominalską klientkę z odłożonym pod ladą najpiękniejszym płaszczykiem świata.
Już wiem! Znacie te ogromne sterty bluzek, bluzeczek, koszulek, piętrzące się w każdym sklepie na poziomych półkach, czekających aż ktoś będzie wśród nich szukał swojego rozmiaru? Ale jak tu upchnąć płaszczyk? Jednak rozmiar inny niż zwykłego, maleńkiego t-shirtu… Co tu robić? Co tu robić? Pytanie jak oszalałe krąży mi po głowie! Telefon do przyjaciółki? Owszem, świetny pomysł! Szkoda tylko, że najlepsza mieszka jakieś 200 km stąd, a miejscowe koleżanki w pracy, na wykładach… Ukochany? Nie zrozumie. Wiem! Wiem! Wiem! Moja wścibska sąsiadka! Jest ratunek! Jakże ja nie znoszę tej paskudnej kobiety! (chętnie powiedziałym wstrętnej baby, ale czy to ładnie tak mówić o staruszce?)
Tak więc, pani Zosia, to krzepka sześćdziesięciolatka znająca życiorysy całego bloku, jeśli nie osiedla. Wolne chwile spędza w swoim oknie, przy windzie, bądź ławeczce nieopodal domofonu. Jej uwadze nie umknie nic! Już nie raz skutecznie zniechęciła mnie do siebie, wypytując o wszelkie szczegóły z mojej szarej codzienności, ale teraz tylko ona może mi pomóc… Zocha Klakrus, jak zwykli o niej mówić mniej obeznani z moim życiem sąsiedzi, nie przepuści żadnej okazji, żeby zajrzeć do mieszkania lokatorów. Dzwonię więc do niej prosząc aby pożyczyła klucz od woźnego naszego bloku. Życzliwy pan Janek to człowiek o złotym sercu i równie złotych, uczynnych rękach. Proszę go więc przymilnie, z telefonem przy uchu, aby przekazał Klakrusce klucz. Sąsiadka, rozochocona moim chytrym planem, niezwłocznie pojawia się w moim małym, kolorowym mieszkanku, i wyjmuje odłożone na czarną godzinę pieniądze ( nie dziwcie się tą czarną godziną! właśnie taka nadeszła- nie mogę kupić płaszczyka, na który czekałam całe życie!!!)
Oczywiście, bierze też więcej- taksówka nie wozi za darmo nawet emerytek, a komunikacja miejska taka zatłoczona i źle zorganizowana. Cóż poradzić. Wzdycham z irytacją, ale czekam mimo wszystko wdzięczna staruszce za poświęcenie. Chociaż z drugiej strony jakie poświęcenie? Dla pani Zosi to istna przygoda! Czekam, aż tu nagle widzę sąsiadkę podążającą ku sklepowi, w którym czekam wciśnięta w ciasny kąt z płaszczem pod pachą. Jakie było moje zdziwienie gdy Zocha Klakrus z uśmiechem wręcza mi pieniądze śmiejąc się, że większą wariatką była tylko ona!Z wdzięczności przytulam panią Zosię i w myślach postanawiam nazywać ją już tylko tak. Szybko kupuję upragnioną zdobycz i zapraszam sąsiadkę na deser. Rozmawiamy, obie śmiejąc się z całej historii, a moje serce bije z radości tak głośno, że pani Zosia pyta się czemu wciąż pukam w kaiarniany stoliczek. W myślach krzyczę- udało się! Wyśniony, wymarzony, najcudowniejszy płaszczyk jest mój! Tylko mój! Od dziś zawiśnie w mojej pachnącej, wymuskanej szafie, na wieszaczku z kokardką i będzie cieszył co dnia moje oko. Codziennie, będzie też towarzyszył mi na uczelni, zakupach, randkach i… spotkaniach z panią Zosią ;)))“.







Comments

Dodaj Komentarz

56 komentarzy do wpisu “KONKURS – Zgarnij kurtkę, buty i 100 zł”

  1. 1) Ada wrote:

    Mam na to prosto rozwiązanie musi udowodnić kasjerce ,że autograf Glamouriny jesteś zdobyć w stanie .Ona status VIP’a blogowego ma i każdy dobrze ją zna .Wie o Niej nawet moja sąsiadka Gienia największa osiedlowa plotkara którą każda stylizacja Glamouriny zniewala .Na skandalach swojej kariery nie rozpoczynała i zawsze najpiękniejsze ubrania w cyberprzestrzeni miała .

  2. 2) Andrzej wrote:

    Musisz udawać ,że jesteś mieszkańcem Jokohamy a polski język nie jest Ci znany .Krzycz na cały sklep ,wyrywaj płaszcz i wzywaj pomocy a wtedy Twój przekaz nabierze mocy .Łamaną angielszczyzną powiedź ,że to jest płaszcz Twojego Grandfathera a Pani sprzedawczyni bezczelnie go zabiera ,możesz nadmienić ,że i portfela w jego wnętrzu brakuje a dziadek nagi przyjść do sklepu się krępuje .Dziadek to człowiek poważny nie żaden tam ekshibicjonista a zwrot płaszcza przez sklep to dla Ciebie sprawa oczywista .

  3. 3) Natalia wrote:

    Jestem na zakupach jesiennych, wybrałam wymarzony płaszczyk i przypominam sobie, że zostawiłam portfel w domu. Co tu robić? Kieszonkowiec czy złodziejaszek ze mnie marny, a właściwie beznadziejny. Jeden jedyny raz cichcem przemyciłam z kuchni do swojego pokoju kawałek ciasta. Udało się? A gdzie tam! Nie zdążyłam nawet wziąć kęsa i zatopić zębów w przepysznym czekoladowym, puszystym serniku, a tu w drzwiach ukazała się mamina sroga mina. Cóż więc robić? Pożyczenie niestety również odpada- życzliwi przechodnie z pewnością nie zrozumieją tak ważnej dla mnie sprawy. Swoją drogą, smutny ten dzisiejszy świat. Społeczeństwo nie zechce pomóc tak zdesperowanej kobietce jak ja, pragnącej tylko nowego płaszczyka…
    Może poproszę kasjerkę o pomoc? W końcu kto jak nie ja, został na uczelni ‘małą miss słodkiej minki’ zdolną przełożyć nawet najtrudniejsze kolokwium? Niestety, czasy nie te. Oszustów na pęczki, panie ekspedientki coraz ostrożniejsze, chcą sprzedać, zarobić, a nie czekać na zapominalską klientkę z odłożonym pod ladą najpiękniejszym płaszczykiem świata.
    Już wiem! Znacie te ogromne sterty bluzek, bluzeczek, koszulek, piętrzące się w każdym sklepie na poziomych półkach, czekających aż ktoś będzie wśród nich szukał swojego rozmiaru? Ale jak tu upchnąć płaszczyk? Jednak rozmiar inny niż zwykłego, maleńkiego t-shirtu… Co tu robić? Co tu robić? Pytanie jak oszalałe krąży mi po głowie! Telefon do przyjaciółki? Owszem, świetny pomysł! Szkoda tylko, że najlepsza mieszka jakieś 200 km stąd, a miejscowe koleżanki w pracy, na wykładach… Ukochany? Nie zrozumie. Wiem! Wiem! Wiem! Moja wścibska sąsiadka! Jest ratunek! Jakże ja nie znoszę tej paskudnej kobiety! (chętnie powiedziałym wstrętnej baby, ale czy to ładnie tak mówić o staruszce?)
    Tak więc, pani Zosia, to krzepka sześćdziesięciolatka znająca życiorysy całego bloku, jeśli nie osiedla. Wolne chwile spędza w swoim oknie, przy windzie, bądź ławeczce nieopodal domofonu. Jej uwadze nie umknie nic! Już nie raz skutecznie zniechęciła mnie do siebie, wypytując o wszelkie szczegóły z mojej szarej codzienności, ale teraz tylko ona może mi pomóc… Zocha Klakrus, jak zwykli o niej mówić mniej obeznani z moim życiem sąsiedzi, nie przepuści żadnej okazji, żeby zajrzeć do mieszkania lokatorów. Dzwonię więc do niej prosząc aby pożyczyła klucz od woźnego naszego bloku. Życzliwy pan Janek to człowiek o złotym sercu i równie złotych, uczynnych rękach. Proszę go więc przymilnie, z telefonem przy uchu, aby przekazał Klakrusce klucz. Sąsiadka, rozochocona moim chytrym planem, niezwłocznie pojawia się w moim małym, kolorowym mieszkanku, i wyjmuje odłożone na czarną godzinę pieniądze ( nie dziwcie się tą czarną godziną! właśnie taka nadeszła- nie mogę kupić płaszczyka, na który czekałam całe życie!!!)
    Oczywiście, bierze też więcej- taksówka nie wozi za darmo nawet emerytek, a komunikacja miejska taka zatłoczona i źle zorganizowana. Cóż poradzić. Wzdycham z irytacją, ale czekam mimo wszystko wdzięczna staruszce za poświęcenie. Chociaż z drugiej strony jakie poświęcenie? Dla pani Zosi to istna przygoda! Czekam, aż tu nagle widzę sąsiadkę podążającą ku sklepowi, w którym czekam wciśnięta w ciasny kąt z płaszczem pod pachą. Jakie było moje zdziwienie gdy Zocha Klakrus z uśmiechem wręcza mi pieniądze śmiejąc się, że większą wariatką była tylko ona!Z wdzięczności przytulam panią Zosię i w myślach postanawiam nazywać ją już tylko tak. Szybko kupuję upragnioną zdobycz i zapraszam sąsiadkę na deser. Rozmawiamy, obie śmiejąc się z całej historii, a moje serce bije z radości tak głośno, że pani Zosia pyta się czemu wciąż pukam w kaiarniany stoliczek. W myślach krzyczę- udało się! Wyśniony, wymarzony, najcudowniejszy płaszczyk jest mój! Tylko mój! Od dziś zawiśnie w mojej pachnącej, wymuskanej szafie, na wieszaczku z kokardką i będzie cieszył co dnia moje oko. Codziennie, będzie też towarzyszył mi na uczelni, zakupach, randkach i… spotkaniach z panią Zosią ;)))

  4. 4) Beata wrote:

    Ja niestety jestem realistką i wiem że nie oszukałabym sprzedawczyni. Wiem jednak że mam kilku oddanych przyjaciół na pomoc których zawsze mogę liczyć, sama nie wiem czym na to zasłużyłam… Jeden telefon i wiem, że zaraz miałabym przy sobie przyjaciółkę z jej portfelem i poradą co założyć do nowo zakupionej rzeczy;)

  5. 5) Basia wrote:

    Co robię? :) Nachylam się do sprzedawczyni i przyciszonym głosem mówię: “Proszę mnie posłuchać uważnie, bo to bardzo ważne! Tam wysoko nad nami, szzzzz, niech pani nie patrzy! Superman daje teraz wycisk superzłemu łotrowi i idzie mu świetnie, ale nie może przestać, bo ktoś zabrał jego ciuchy! Poważnie mówię! Wbiegł, zrzucił płaszcz i w niebo, a ktoś mu ten płaszcz zajumał! Jeżeli zaraz żadnego nie dostanie, to wszyscy dowiedzą się, kim jest i cały kamuflaż na nic! Więc ja teraz ten płaszcz zabiorę, Superman wróci w nim do domu, zabierze jakiś swój i go tutaj pani odniesie albo zwróci pieniądze, dobrze? Żadne bajki, prawdę mówię! Niech nie robi pani tego dla mnie, tylko dla niego! On się pani na pewno odwdzięczy! Jest bohaterem! Oni nie mogą oszukiwać!”

    Jestem pewna, że pani sprzedawczyni uległaby mojej prośbie! :) A gdyby nie poskutkowała, to zostaje jeszcze poproszenie o odłożenie towaru i pędzenie do domu po portfel i z powrotem! W międzyczasie dzwoniłabym do sklepu co 10 minut, żeby przypomnieć im, że ten płaszcz jest zarezerwowany i aby upewnić się, że o tym nie zapomną ;D

  6. 6) Jagoda O. wrote:

    To zależy jak kto woli :D Czy z wyobraźnią czy realistycznie :)
    Jak z wyobraźnią to robię tak :
    Jestem już przy kasie, szukam portfela, a jego nie ma ! Pędzę jak najszybciej do przebieralni, i z prędkością światła wykopuję tam dziurę aż do jądra ziemi. Używam zaklęcia chroniącego aby mnie nie spaliło. Niewiele osób wie, że na samym jądrze ziemi rośnie cudowne drzewo na którym rosną pieniądze. Wygląda wszystko prosto, ale drogę do tego drzewa pilnuje cerber. Zaczął na mnie szczekać, spanikowana zaczęłam uciekać, ale przypomniałam sobie zaklęcie na zatrzymanie czasu. Wymówiłam szybko – time stop game – i świat stanął w miejscu. Miałam tylko minutę na powrót do drzewa zerwanie pieniędzy i ucieczkę. Minutę później byłam już w przebieralni z 1000 zł w ręce :) Niby już koniec, ale jest jeszcze jeden problem. Dziura w przebieralni została ! A gdyby tego było mało to pędził jeszcze przez nią rozwścieczony cerber ! Zauwazyłam że na ścianie jest lustro. Szybko je ściągnęłam położyłam na szerokości dziury i zaklęciem roztopiłam. Później trzeba było tylko jakoś łądnie uformować roztopione lustro na podłodzę. Ojj męczyłam się z tym długo ale w końcu się udało :) Wyszłam z przebieralni zapłaciłam za kurtkę,a chwilę później pędziłam już w moim ferrari do mojej willi i do mojego mena.
    Pozdrawiam :)

  7. 7) Maria wrote:

    Po bardzo przekonującej rozmowie ze sprzedawcą, wręczam mu swój dowód osobisty – “pod zastaw”. Płaszczyk czeka na mnie na zapleczu, a mój dowód osobisty go pilnuje:)Jadę po portfel do domu i wracam w ciągu godziny:D A mogę sobie na to pozwolić, gdyż dowód osobisty, legitymację studencką i kartę miejską noszę w oddzielnym wizytowniku, nie w portfelu – takie moje zabezpieczenie przed zgubieniem/kradzieżą :)

  8. 8) Henryka wrote:

    Wkładam płaszczyk na siebie i przymierzam go tak żeby nie dostał się w inne ręce. Dzwonię do męża żeby najszybciej jak może przyjechał do mnie do sklepu. Odkładam słuchawkę więc on nie wiedząc co się stało, zwalnia się natychmiast z pracy i jedzie. Wpada do sklepu myśląc, że coś mi się stało albo zostałam ofiarą kradzieży. A ja obracam się z gracją modelki i pytam co sądzi o tym płaszczyku. Płaszczyk rozbroił go więc mówię “to teraz idź do kasy i zapłać, bo ja zapomniałam portfela”. Wiedziałam, że mąż zawsze nosi kartę do bankomatu.
    Oczywiście po drodze musiałam znieść małe gderanko, że przecież mogłam… , a nie zrywać go z pracy, ale cóż to znaczyło wobec posiadania wymarzonego płaszczyka.

  9. 9) Henryka wrote:

    cd.pominęłam w pierwszym zdaniu wyraz “długo”
    tzn. Wkładam płaszczyk na siebie i przymierzam go tak długo, żeby nie dostał się w inne ręce.

  10. 10) Marta wrote:

    No tak, odłożyć się nie da, bo Pani zapewne się nie zgodzi, biec do domu po portfel i wracać z nadzieją, że jeszcze nikt nie zgarnął…ryzykowne! Pozostaje tylko ukryć zdobycz! Jak wiadomo najciemniej pod latarnią! Manekinów w sklepach nikt rozbierać nie chce, co dopiero tych na witrynach! Jednak by wyglądać wiarygodnie muszę najpierw sama się wystylizować… wyszukuję w sklepie odpowiednie ciuszki- odrobina nieładu, trochę kolorów, podpinam włosy w twórczym nieładzie, dorzucam okularki zerówki- na pewno znajdą się gdzieś na akcesoriach- i zasuwam na witrynę! Znajduję manekina ubranego tak, by moje cudo pasowało do całości stroju- to na wpadek gdyby przemknął się tamtędy prawdziwy sklepowy stylista;)- i ubieram go w mój ukochany płaszczyk. Zrzucam pożyczone fatałaszki (nie zapomnieć o okularach!) i na spokojnie zasuwam do domu po pieniądze. Po powrocie do sklepu pozostaje mi już tylko przeprowadzić akcję w drugą stronę! Jeszcze tylko dla samej możliwości poparadowania w nowych ciuchach wykombinowałabym inną stylizację;)

  11. 11) Kingus wrote:

    Aby kupić mój wymarzony płaszczyk… hmm.. przychodzi mi najlepszy pomysł do głowy. Otóż dzwonię do mojego ukochanego. Kto jak kto, ale on powinien dla mnie zrobić wszystko i w 20sek jak to zwykle robi SuperMen ratuję mnie z opałów. Zjawia się z uśmiechniętą miną z gotówką w rękach i płaci sprzedawczyni za mój cudowny, jesienny płaszczyk. Sprzedawczynie z zazrością patrzą na mojego mężczyznę, każda chciałaby mieć takiego, który spełnia jej zachcianki ;) ! Ja mam i Jego i mój cieplutki, modny płaszczyk na jesienne chłodne dni ;) Czego więcej chcieć !

  12. 12) arek wrote:

    Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Co zrobisz?…

    To trudna sytuacja, ale nowoczesna kobieta musi sobie radzić sama- tak sobie pomyślałam i …najpierw muszę poprosić sprzedawcę, by zatrzymał tę wymarzoną torebkę tylko dla mnie…a tutaj tłum ludzi biegnących w wyprzedażowym szale…
    tylko bez paniki, pamiętaj dziewczyno!
    najpierw chwytam z telefon , może ktoś będzie…mąż w pracy, dzieci jeszcze w szkole, pies…pies nie odbierze przecież telefonu…chociaż jest bardzo zdolny i miły …
    ale to nic, zaraz coś wymyślę…
    pierwszy telefon, mżą nie maczasz by zajmować się bzdurami, nie przyjedzie…
    drugi telefon, syn marek ma trening karate…
    telefon trzeci (nieodebrany) córka na randce pewnie…
    zaczynam negocjacje ze sprzedawcą…tak, bardzo chciałbym pani pomóc, oczywiście, ale wie pani, regulamin… dobrze, wiem, wiem, ale pan jest taki miły i mi pomoże …może ktoś pani pożyczy …ale kto, nikogo tu nie znam…dobrze niech mi pan trochę czasu…
    na szczęście miałam przy sobie nowy kaszmirowy szal. wybiegłam ze sklepu i zaczęłam szukać jakiejś szykownie ubranej kobiety. wypatrzyłem wysoką elegancka blondynkę …. przepraszam, ale jestem w trudnej sytuacji, może kupi pani nowy kaszmirowy szal za pół ceny, potrzebuję pieniędzy n a torbie w promocyjnej cenie…no, nie wiem sama, ale, wie pani, chyba nie….no nic przepraszam….
    od razu podbiegam do młodej dziewczyny w skórze z tym samym pytaniem – ta od razu kołysze ręka i mówi głośno, że ten szal nie jest w jej stylu… jestem załamana, zwieszam głowę…ciężko oddycham, z trudem łapię równowagę, opieram się o ścianę jasno oświetlonego budynku sklepu…nagle ktoś mnie lekko klepie po ramieniu…proszę pani, podnoszę wzrok i widzę blondynę, która wróciła do mnie…tak mi pani żal, pomyślałam , że pożyczę pani kwotę na część torebki w załatw szalu…ale nie mam równowartości całej torebki….bardzo dziękuje, proszę zostawić mi kontakt do siebie… z przyjemnością…pożegnalnym serdecznym uściskiem…
    wróciłam do sprzedawcy…torebka na mnie czekała, cena była bez zmian… niestety mam trzy czwarte kwoty, brakuje mi kila złotych, nie wiem co mam zrobić…..jest wielu chętnych- zaczął sprzedawca- ale mam rozwiązanie,. pożyczę pani brakującą kwotę, pod warunkiem , że da się pani namówić zaprosić na kawę, robię to tylko dlatego, że jest pani naszą stałą klientką…po chwili wahania zgodziłam się i wracałam do domu z nową piękna czerwona torebką…mąż nie zwrócił nawet na nią uwagi…
    nazajutrz pojechałam z pieniędzmi do sklepu, po jego zamknięciu Kuba- tak nazywał się sprzedawca zaprosił mnie na kawę do modnej restauracji…świetnie się bawiliśmy…dołączyła do nas Natalia, poznana wczoraj blondynka z chłopakiem – Markiem…było fantastycznie….zaprzyjaźniliśmy się z Marią serdecznie, a w sklepie mam odtąd otwarty kredyt kupiecki i specjalną zniżkę…właściciel sklepu mówi o niej że to rabat torebkowy…

  13. 13) Martyna wrote:

    Ściskam go w dłoni, jest piękny, beżowy, z dużymi guzikami i idealnie pasuje do mojej figury. A na dodatek… znalazłam go po okazyjnej cenie. Pani przede mną właśnie płaci za swój sweterek, ekspedientka zapakowuje go w papierową torebkę. Teraz na mnie kolej! Zadowolona, kładę płaszczyk na ladzie, uśmiecham się na myśl o ponownym przymierzeniu płaszczyka w domu i jutrzejszym ubraniu go do pracy. Ekspedientka podaje mi cenę, jaką mam zapłacić, sięgam do torebki po portfel… Wtem do sklepu wkracza złodziej, zamaskowany, ubrany na czarno, w czarnej kominiarce i zapewne z czarnymi zamiarami. Wyciąga pistolet, podchodzi do lady, gdzie stoję biedna, przestraszona nie tyle napadem, co brakiem portfela w torebce, zmartwiona, czym zapłacę, za wymarzony płaszczyk. Zamaskowany mężczyzna przystawia do skroni ekspedientki lufę, krzycząc niezbyt miłe i wymagające ocenzurowania słowa, ekspedientka pospiesznie otwiera szufladkę z pieniędzmi i wykłada na ladę chyba wszystko, co się w niej znajduje, począwszy od banknotów dwustuzłotowych do żółtych groszaków. Na zewnątrz już słychać syreny policyjne, złodziej pospiesznie wsypuje pieniądze do ekologicznej materiałowej reklamówki i ucieka. Tyle go widziano. Obcasem zahaczam o dwa papierki leżące na ziemi, podnoszę je. Uśmiechnięta, zadowolona i wyluzowana kładę na ladzie dwa banknoty stuzłotowe, prosząc przestraszoną nadal panią o resztę. Achhhh, już nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu i znów przymierzę płaszczyk…

  14. 14) Sylwia wrote:

    Zakupy jesienne uważam za rozpoczęte! Przechadzam się najsłynniejszą ulicą Barcelony- La Rambla.
    Jak kiedyś rzekł hiszpański poeta Federico Garcia Lorca: “Rambla to jedyna ulica na świecie, która mogłaby nie mieć końca”. Patrzę dookoła i mym oczom ukazują się wystawy sklepowe, które zachęcają do dokładniejszego obejrzenia. Nagle zauważam cudowny jesienny płaszczyk. Podchodzę bliżej i już nie jest tak pięknie. Na wieszaku widnieje cena, a ja stoję jak zamurowana. Gdy uświadomiłam sobie, że ten płaszczyk może być jedynie marzeniem, słyszę donośny głos: “Hola seniorita”. W progu drzwi sklepowych staje przede mną przystojny Hiszpan o oczach czarnych jak heban i czarującym uśmiechu. Jak się okazuje jest to właściciel sklepu i zaprasza mnie na zakupy. Ach… Ci gorący Hiszpanie, co oni mają takiego w sobie…. Dla niego byłabym w stanie wydać wszystkie oszczędności aby zakupić w jego sklepie cokolwiek nawet najdroższy płaszczyk. Ostrożnie wchodzę do sklepu, a me ciało przechodzą dreszcze, zaś w brzuchu czuję całe stado motylków. Rozglądam się dookoła a on nadal mnie czaruje. Sergio- tak ma na imię pomaga przymierzyć mi wypatrzony płaszczyk. Pięknie wygląda a dlatego idealnie pasuje. Gdy już sięgam do torebki po portfel pod dłonią nie czuję niczego, przypominającego mój portfelik. Spanikowana nie wiem co mam robić, co mam powiedzieć. Po chwili oznajmiam drżącym głosem, że nie mam przy sobie portfela. Sergio rzekł, iż to miejsce jest rajem kieszonkowców, lecz równie dobrze mogłam zostawić pieniądze w domu. Mężczyzna wpada na pomysł i proponuje pewne rozwiązanie. Postanawia wręczyć mi prezent w postaci tego płaszczyka. Od razu odrzucam jego pomysł, lecz on bardzo nalega a w zamian za to prosi o wspólną kolację. Po chwili wahania zgadzam się na taki układ. Jak się później okazuje Sergio i płaszczyk to moje wielkie spełnione marzenia:)

  15. 15) Lila wrote:

    Najśmieszniejsze jest to, że już raz miałam taką sytuację. Rodzice byli w pracy, brat był w innym mieście, chłopak nie mógł przyjechac. Rozważałam wszelkie opcje: zadzwonic do koleżanki i poprosic o szybką pożyczkę? Bez sensu, nie będę wyciągac biednej z domu. Uprosic sprzedawczynię o przechowanie? To nie byłoby uczciwe, i podstawiłoby ją w głupiej sytuacji – przecież nie powinno byc lepszych i gorszych klientów, a skoro jest towar to trzeba go wystawiac. Postanowiłam wziąc sprawy we własne ręce – wzięłam upragniony ciuszek (ostatni w moim rozmiarze) z miejsca bardzo wyróżniającego się, wręcz bijącego po oczach i z miną jakby nic się nie stało, pewna siebie wkroczyłam z wieszakiem do działu męskiego. Nie kręciły się tam żadne panie sprzedawczynie. Znalazłam najciemniejszy kąt z naprawdę okropnymi kurtkami, wepchnęłam wieszak jak najdalej potrafiłam tak żeby było zupełnie niewidoczne. Ukrywszy swój skarb,
    wyszłam śpiesznym krokiem ze sklepu i pojechałam do domu. Rzecz, którą chciałam zdobyc była warta tego poświęcenia i czasu:) wróciłam się z portfelem do sklepu. Na szczęście żadnemu panu nie przypadły do gustu ani kurtki , ani mój płaszczyk – wisiał nietknięty tam gdzie go powiesiłam. Po prostu poszłam z nim do kasy i zapłaciłam:)
    Gdyby znowu mnie to spotkało zrobiłabym to samo. Bez zbędnych ceregieli, bez
    niczyjej łaski – tylko spryt i podstęp :)

  16. 16) Bernadeta wrote:

    Jestem na zakupach, rewelacyjny płaszczyk przymierzony tylko gdzie się podziały moje pieniądze?. Udaję znaną piosenkarkę i perfekcyjnym angielskim oznajmiam, że za chwilę przyjdzie moja asystentka, która ma przy sobie wszystkie moje złote karty. Daję sprzedawcy moją wizytówkę-to nic, że robiona na Paint-cie, mojemu urokowi nikt się nie oprze( co ja na to poradzę, że mam wrodzony dar przekonywania). Opuszczam sklep w płaszczu, mówiąc że bardzo się śpieszę, bo za pół godziny mam nagranie w studiu. W ramach rekompensaty dla sprzedawcy, za czekanie na moją asystentkę, wręczam bilet na mój koncert-oczywiście mistrzowsko zrobiony w Paint-cie. W końcu na coś przydały się lekcje informatyki w szkole. Kiedy prawda wyjdzie na jaw, a asystentka nie pojawi się do przysłowiowych “Trzech Króli” ja siedzę już w celi, ale za to w pięknym płaszczu….
    Bardziej optymistyczna wizja to wygranie płaszcza u Glamouriny, dlatego nie ukrywam, że wybieram z większym entuzjazmem drugą opcję.

  17. 17) Ewa wrote:

    Co robię? Proszę ekspedientkę, żeby odłożyła dla mnie to cudo, jednak szybko reflektuję się, ze to moze nie wystarczyć. Sama pod pretekstem dodatkowych oględzin wieszam go w zupełnie niepozornym miejscu, np. ukrywam w stercie jeansów lub w dziale męskim. Licząc na to, że mam tak dobrą kondycję aby zdążyć zanim ekspedientki się zorientują i go przewieszą pędze po portfel Może nie jest to super kreatywne, ale za to raczej skuteczne.

  18. 18) Ryszard wrote:

    Jestem na zakupach, rewelacyjny płaszczyk przymierzony tylko gdzie się podziały moje pieniądze? A ja zostawiam swoje namiary i każe zapakować i przesłać mi do domu

  19. 19) Karolina wrote:

    Co robię? Oto jest pytanie.. klucze do mieszkania posiada aktualnie tylko moja współlokatorka, bo ja swoje zgubiłam… mogłabym po nie pojechać, nie mogę jednak zostawić płaszczyka na pastwę innych dam! Hmm, myślmy dalej.. mój chłopak ma samochód, mógłby pojechać po klucze i po portfel. Jednak nie lubi go moja współlokatorka, a w mieszkaniu jest pies mojej mamy, który go nienawidzi. Opcja odpada. Moja mama mogłaby wejść do mieszkania, jednak ona nie ma samochodu, a mieszka w innym mieście. Nie mogę jednak posłać chłopaka po mamę, bo oni drą ze sobą koty. Na domiar złego siostra pokłóciła się z mamą, a u psa jest w niełasce, zresztą on nikogo nie lubi, mnie także… o nie, za pół godziny zamykają sklep! W takim razie… jak to rozwiązać?!
    Pomyślmy… chłopak pojedzie do siostry, zostawi jej auto. Ona podjedzie po klucz do współlokatorki, która jest u swojego narzeczonego. Wróci z kluczem do siebie i odda auto chłopakowi. Ten przyjedzie po mnie, zostanie pilnować płaszcza, ja wezmę jego samochód i pojadę po mamę. Z nią zabierzemy portfel i odwiozę ją do domu. Wrócę wreszcie do sklepu i kupię mój wymarzony płaszczyk! TAK! Tylko.. czy starczy nam benzyny? ;)

  20. 20) Paulina/Balbina Wilczyńska wrote:

    Mając na sobie płaszcz udaję, że mdleję. Cały personel sklepu zlatuje się i próbuje mi pomóc. Udając, że źle się czuję proszę, by zadzwoniono po moja mamę…przy okazji proszę o soczek, bądź wodę; jak korzystać to na całego. ;)
    Gdy do sklepu wpada moja mama przed nią również udaję i pytam, czy nie mogłaby zapłacić za płaszcz i zaprowadzić mnie do auta, byśmy pojechały do domu.
    Przykre, ponieważ rodziców okłamywać się nie powinno…ale kto tego nie robi? ;)
    Podsumowując – nie wydam ani grosza, a płaszczyk będzie mój.
    Matki bardziej interesują się zdrowiem swoich dzieci niżeli pieniędzmi. :P

  21. 21) Kasia wrote:

    „Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Co zrobisz?„
    Pierwsze co to żałuję, że nie skończyłam Hogwardu ale mimo to próbuję zaklęcia Accio portfel ale oczywiście to nie zadziała. Cholera ja to zawsze muszę coś zapomnieć.
    Na szczęście nigdy nie chodzę na zakupy sama, przeważnie z mężem więc się uśmiecham słodziutko i zalotnie szepczę do niego parę ciepłych słówek i proszę go o sfinansowanie tego cudnego, ślicznego płaszczyka i po wyjściu ze sklepu obiecuję mu że dzisiaj wieczorem pokażę się mu tylko w tym oto płaszczyku!

  22. 22) Kazimiera wrote:

    Co robię? -czaruję kasjera czy ekspedienta, uśmiecham się powabnie, mrużę oczka, figlarnie pokazuję dekolt i już płaszczyk ląduje pod ladą aby tam zaczekać na mnie jak wrócę z domu z portfelikiem z pieniążkami. A co będzie jeśli sprzedawcą jest kobieta? – pochwalę się że właśnie została wydana moja nagrodzona już książka pt. Pacjent a lekarz, a w tym momencie kończę pisać Relacje klient – sprzedawca i na pewno umieszczę w niej historię o niezwykle wyrozumiałej sprzedawczyni:)

  23. 23) Judyta Jackowska wrote:

    Pewnie jeszcze do tego jest brzydka pogoda, mam daleko do domu i muszę przejść przez siedem gór, rzek i lasów.. Nie, nie, nie to nie zabawa, ani kolejna bajeczka. W takich sytuacjach po prostu dzwonię po Harrry Pottera i portfel mam w mgnieniu oka..Wiem, wiem wydaje się to absurdalne, ale nietypowe sytuacje potrzebują nietypowych rozwiązań.. ;)

  24. 24) marta wrote:

    Wybieram jeszcze TO i.. TAMTO…

    Czekam,aż TEN przystojniak podejdzie wreszcie do kasy i mówię:

    “Kochanie to wszystko co wybrałam”- i daje soczystego buziaka!

    Wychodzę ze sklepu z nowymi ciuchami i… przyszłym mężem :P

  25. 25) Ewa wrote:

    Dzwonię do męża i mówię, że bardzo źle się czuję, łapie mnie gorączka, łamie w krzyżu i najlepiej byłby gdyby po mnie przyjechał. Zatroskany dociera do centrum handlowego. Siedzę na ławaczce pod sklepem i patrzę na wymarzony płaszcz. Mąż zauważa moje zainteresowanie i pyta czemu nie przymierzę. Mówię, że chyba łapie mnie grypa i straciłam ochotę na zakupy. Na to on mówi, żebym koniecznie przymierzyła płasz i jedziemy do domu. Przymierzam, w duchu zachwyt, serce skacze z radości jak oszalałe. Mąż stwierdza, że leży idealnie płaci za zakupy (jak zawsze – mój gentelman) i jedziemy do domu. To taki mój sposób na awaryjne sytuacje. Niemniej jednak stosuję je niezwykle rzadko, dlatego narazie są skuteczne :) Ale to tajemnica….

  26. 26) Marlena wrote:

    hm… po męża nie zadzwonię – zabiłby gdyby się dowiedział, że chodzi o kolejny ciuch dla mnie… Po mamę? już i tak furę ciuchów mi zafundowała – głupio mi… Koleżanka? kupiłaby taki sam z zazdrości… Ok telefon do przyjaciela odpada :( a może poprosiłabym sprzedawcę o odłożenie dla mnie tego płaszczyka, zostawiłabym przy tym w zastaw telefon, dokumenty, obrączkę, buty i wróciłabym do domu po pieniążki :) Gdyby i to nie pomogło zrobiłabym to co robię najczęściej – szukam takiego samego w internecie :) i płacę przelewem!!! pozdrawiam

  27. 27) Aleksandra Filipowska wrote:

    Jako kobieta ucząca się na błędach noszę osobno portfel i osobno kartę do bankomatu. Nie widząc portfela, otworzyłabym wewnętrzną kieszonkę w torbie i wyjęłabym kartę płatniczą. Proste rozwiązania przeważnie są najlepsze :)

  28. 28) PAULA wrote:

    Od dwóch lat mieszkam na Filipinach, ludzie są tu bardziej życzliwi,uśmiechnięci i przyjaźni.Mieszkam na maleńkiej wysepce i od centrów handlowych oddziela mnie 5 godzinna przeprawa(prom+autobus)i wiąże się to z noclegiem w mieście.Przygotowania są skrupulatne więc nie ma mowy o zapomnieniu portfela z domu, jeśli już to z hotelu. Nauczona przez życiowy pech,że wszystko może się zdarzyć,zawsze zabezpieczam się na 100 sposobów :) Gotówkę oprócz w portfelu umieszczam też w biustonoszu, miejsce niedostępne dla złodziei,idealne jeśli wybierasz się imprezę na plaże,a także podczas joggingu,po którym masz ochotę na zakup np wody -nie raz gotówka ze stanika wyratowała mnie z opresji! Zawsze mam też pieniądze w wewnętrznych kieszonkach torebki. Jednakże nadzieja matką głupich…to co ma się przy sobie można stracić! Życie za granicą zmotywowało mnie do znalezienia nowego wyjścia z opresji, otóż przed wyjazdem z domu idę do oddziału Western Union i wysyłam sama do siebie większą kwotę gotówki, taką na godzinę “0”-kradzież,wypadek czy też znalezienie wymarzonego płaszczyka :) Tak więc kierując się w stronę tematu…wchodzę do sklepu..JEST! Ten jedyny,wymarzony! Biorę,przyciskam do bijącego serducha,mój organizm przepełniają endorfiny… Skasowane,kwota podana, sięgam po portwel… :O NIE MA! Szybko przeszukuje kieszonki,liczę…hym za mało, do stanika nie sięgam,bo wiem ile tam jest-niewystarczająco ;( W panikę nie wpadam, ładnie się uśmiecham do ekspedientki i najuczciwiej na świecie tłumaczę,że zapomniałam portfela.Pytam na którym piętrze jest oddział Western Union,bo pobiorę gotówkę i wracam. Uśmiechnięta dziewczyna za kasą mówi,że nie ma problemu,że odłoży i pyta czy ma wysłać koleżankę ze mną,aby pomogła mi szybciej znaleźć oddział. Po 10min wracam z pieniędzmi, dziewczyna wręcza zakup i puszczając oko mówi,że dorzuciła coś do zakupu! Wracam do hotelu,portfel oczywiście leży na łóżku,zaglądam do siatki- oprócz płaszcza jest również przepiękny szal. Echh ta filipińska cudowna mentalność i uśmiechnięte podejście do życia !

  29. 29) Dorota wrote:

    Moje zakupowe łowy trwają godzinami, a gdy przy kasie okazuje się że nie wzięłam swojej sakiewki szczęścia to robię wszystko żeby nie stracić swojej upolowanej zdobyczy.
    Po pierwsze proszę sprzedawcę o to czy może mi odłożyć mój płaszczyk i zapewniam że skoczę do domu po portfel i wracam. Zakładam, że moje jęczenie, proszenie i błaganie spowoduje, że się zgodzą:) (
    Jeśli się nie godzą to dzwonię do chłopaka i proszę żeby przyszedł i zapłacił wyjaśniając mu brak portfela. Pech chciał że nie może mnie uratować bo jest w pracy więc w akcie desperacji proszę kogoś z kolejki ( najlepiej faceta, który jest sam) żeby zapłacił mi za tą rzecz a pieniądze mu oddam jak pójdę po portfel. Mówię, że jestem w ciąży i kobiecie w ciąży się nie odmawia a poza tym nie mogę się denerwować bo szkodzę dziecku. I suma sumarum swój płaszczyk będe mieć:D

  30. 30) Joanna wrote:

    Dzwonię po prywatnego detektywa bo tylko jemu ufam na tyle, że dopilnuje mi płaszczyka w sklepie. Powierzam mu najdroższy tej jesieni skarb jaki upolowałam i ostrzegam: “jeśli tylko mu dojdzie jedno zagięcie więcej to nie ręczę za siebie..” I lecę ile sił w nogach po portfel z łomoczącym sercem i trzęsącymi rękami, że zostawiam ukochany ciuszek parę ulic dalej. Nie patrzę już na kałuże, pieszych czy samochody tylko pędzę lotem błyskawicy jak SONIC do swojego skarbu. Wpadam i moje serce znów ogarnia spokój i uwielbienie dla nowego ciuszka. Płacę i wracam do domu tak jakbym stąpała w chmurach :)

  31. 31) Ela Budziszewska-Kratiuk wrote:

    Najlepsze rozwiazanie to telefon ratunkowy do znajomej żeby pożyczyłana mi pieniądze na płaszczyk a drugie to błaganie pani na kolanach żeby odłożyła mi go chociaż na godz żebym mogła szybko biec po portfel do domu.:)))

  32. 32) Paulina O. wrote:

    Jestem na zakupach jesiennych, wybrałam wymarzony płaszczyk i przypominam sobie, że zostawiłam portfel w domu. Co zrobię ?

    To dziecinnie proste, bo co prawda mogę zamówić prywatnego detektywa żeby przyjrzał się czy mam konkurencje co do innych konsumentek tego płaszcza. Mogę także alarmować rodzinę i chłopaka by przywieźli mi portfel a ja będę koczowała w sklepie. W końcu mogę także poprosić przeurocze ekspedientki by odłożyły mi go na sekundę a ja skoczę do domu. Mogę też robić przesłodkie maślane oczy, że płaszcz jest w tak tragicznym stanie że mogą mi go oddać za darmo. Albo że jestem tak przecudowną chodzącą reklamą że taki prezent od firmy to dobry chwyt marketingowy.

    W końcu mogę wrócić do domu w sklepie nie robiąc nic, wziąć portfel i wracając do sklepu modlić się by dalej był mój rozmiar – bądź być super nowoczesną I ZAMÓWIĆ GO PRZEZ INTERNET .

    W gruncie rzeczy mogę też przeszlochać noc i powiedzieć sobie to BYŁ ZNAK ŻEBY GO NIE KUPOWAĆ – bo nie był mi pisany :)

    i ot co się zdarza że trafiam na przecudowny konkurs który IDEALNY PŁASZCZ MI OFERUJE .

    i właśnie to jest to -> JEŻELI NIE KUPIE PŁASZCZA – TO ZNACZY ŻE ON SAM PRZYJDZIE DO MNIE !

    paulina.o.

  33. 33) Karolina wrote:

    Trzymając wymarzony płaszczyk z całej siły dzwonię do męża aby szybko wzioł mój lub jeszcze lepiej swój portwel i przyjechał mnie uratować:):) Razem kupujemy płaszczyk i wracamy do domu:)

  34. 34) Dominika Górska wrote:

    Proszę sprzedawczynię, by odłożyła dla mnie płaszczyk. Następnie wracam do domu po portfel. Potem już z moim portfelem idę ponownie do sklepu po odłożony dla mnie płaszczyk.

  35. 35) Anna wrote:

    „Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Co zrobisz?„.

    Jest to sobota przed południem tłumy w sklepach, nowy sezon jesienny.Prócz portfela zapomniałam też telefonu.Rozglądam się po sklepie wiele osób mierzy płaszcze ,kurtki przeglądając się w lustrze zerkam na klientkę która mierzy bardzo ładny płaszczyk ale niestety nie w moim kolorze, jej jest w nim do twarzy.Staram się uprzejmie jej powiedzieć że dokonałam świetnego wyboru i ma bardzo dobry gust.Kolor płaszczu to hit sezonu a przede wszystkim podkreśla jej karnację.Potem następnej klientce składam gratulacje dobrego wyboru,to obserwuje sprzedawczyni sklepu.Dzięki moim sugestiom w ciągu godziny sprzedała 5 drogich płaszczyków.Rozmawiam ze sprzedawczynią , że w sklepie są świetne skrojone płaszcze i właśnie chce kupić ten który przymierzam , ale zapomniałam pieniędzy proszę aby przechowała go przez 3 godziny mogła pojechać do domu po portfel i wrócić , aby zapłacić i odebrać swój wymarzony płaszczyk.Po powrocie do domu na FB opisuje , że w tym sklepie w którym kupowałam płaszczyk są świetne płaszczyki i przemiła obsługa.

  36. 36) Jakub wrote:

    Jestem na zakupach jesiennych, wybrałem wymarzony płaszczyk i przypominam sobie, że zostawiłem portfel w domu. Co zrobię?
    Stoooop! Przecież mi coś takiego się nie przydarzy. Po prostu wtedy wychodzę myśląc- nie ten to inny. Ale za to wiem, co moja kochana dziewczyna- mała wariatka, wtedy by zrobiła. Znając jej możliwości aktorskie rzuciłaby się na sklepową podłogę udając (bądź z niemożności zakupu pięknego płaszczyka dostając go naprawdę) atak histerii. Uprzednio oczywiście zadzwoniłaby do mnie, niezainteresowana moimi zajęciami i brakiem wolnej chwili, żądając abym natychmiast przyjechał z pieniędzmi, do jej ulubionego sklepu. Krzycząc głośno (żeby nie powiedzieć- drąc się) do słuchawki, rozkazałaby mi przebranie się w ubranie na tyle modne, aby mogła się pokazać w moim towarzystwie, oraz zabranie portfela- ślicznego, czerwoniutkiego, od jakiegoś wybitnego projektanta mody ( który dla mnie osobiście niczym nie różni się niż ten z osiedlowego kiosku). Ja – mężczyzna pieszczoch, pantoflarz i pospolity poddany, oczywiście wykonałbym polecenie mojej księżniczki i na skrzydłach miłości dostarczyłbym wedle jej zaleceń pieniądze zabierając ze sobą- bo jakże by inaczej- ogromny bukiet róż ( w końcu moja pani zasługuje na wszystko co najlepsze, a ja szczęśliwy, że zaszczyciła mnie słowem i wydała rozkazy z przyjemnością odwiedziłbym również kwiaciarnię prosząc o największy i najdroższy bukiet jaki tylko mają, przy okazji kupując też jej ukochane perfumy od Armaniego).
    W tym samym czasie, moja ukochana, rozpaczliwie płacząc, udając spazmy rozpaczy przyciągałaby spojrzenia wszystkich kupujących. Sprzedawczyni, wystraszona tym nagłym atakiem, nie mająca pojęcia co robić, zapytałaby księżniczkę cóż jej się stało i jak może pomóc. Wtedy ona drżącym głosem i nie mniej drżącym palcem wskazałaby na wiszący nieopodal (swoją drogą dobrze ukryty pod stertą innych, mniej trendy, cool i co tam jeszcze ) płaszczyk mówiąc, że wywołuje alergię i natychmiast musi go dostać, gdyż pracuje w sanepidzie i koniecznie musi zbadać ten zarazkonośny strój! Przerażona ekspedientka, nie wiedząc co robić, zapomniawszy o poproszeniu o legitymację urzędnika, oddałaby jej płaszcz prosząc szeptem, aby nikomu nie wspominała o tym przykrym incydencie. Wtedy wbiegłbym zdyszany, z portfelem, uginający się pod ogromnym bukietem róż, torebką z perfumami i dobrym winem zakupionym po drodze, gotowy do pomocy. Moja pani oznajmiłaby mi jednak tylko, że jak zwykle zdana była na siebie, poradziła sobie śpiewająco, a ja mógłbym poszukać dla niej rękawiczek idealnie pasujących do tego cudownego płaszczyka. Z uśmiechem wyższości i zadowolenia opuściłaby sklep, mnie zostawiając za sobą w tyle, dodatkowo obarczając jeszcze wielką reklamówką z płaszczem…. Tak oto moja ukochana poradziłaby sobie bez portfela!

  37. 37) Beata wrote:

    Jestem na zakupach widzę w sklepie piekny fioletowy płaszczyk mrrrrrrrrr cudo,postanowiłam że będzie mój.
    Przymierzyłam go chyba z 10 razy iiiii Idealny.
    Biore go Biore,podchodze do kasy sięgam po portfel a tu psikus nie mam go :(.
    I co teraz ,ostatnia sztuka,zanim dojade do domu i wrócę to już go nie będzie,nie zdąże bo do domu mam daleko.
    ALe widzę że w sklepie można płacić karta zbliżeniową,lub mobilnie.
    Odpaliłam telefon i zapłaciłam przelewem:)mobilna aplikacja to jest to

  38. 38) wrote:

    Po długich i mozolnych poszukiwaniach znajduję cudo z moich snów- piękny, rozkloszowany jasny płaszczyk. Ale w życiu, jak to w życiu- nie może być zbyt kolorowo. ZAPOMNIAŁAM PORTFELA!!! Oczywiście, wtedy gdy nie planuję zakupów, to zawsze go mam i albo mnie okradną, albo wydam na głupoty. Chwila desperacji; co zrobić? Pani w sklepie nie przystaje na “odłożenie na chwilę”. Miliard myśli w głowie i każda niedobra. W końcu nie utrudniając sobie już nic wciskam wieszak ze spełnieniem moich marzeń na tyły, za resztę ubrań, szczelnie zasłaniam, wybiegam ze sklepu i modlę się. O dwie rzeczy. By nikt mi go nie znalazł. I bym przeżyła ten mój niczym maratoński bieg.

  39. 39) marzenka wrote:

    Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Idę uśmiechnięta do kasy. Podaje ekspedientce płaszcz,aby go nabiła,po czym przykładam do czytnika na kartę mój zegarek, wpisuje pin i jest:) Dla mnie portfel stał się mało użyteczny,więc nie mam z tym żadnego problemu:)

  40. 40) Karolina wrote:

    Trzymając z całej siły płaszcyk dzwonię do męża aby przyjechała mi na ratunek z moim lub jeszcze lepiej ze swoim portwelem:) Płacimy na płaszczyk i szczesliwi wracamy do domu:)

  41. 41) senninha wrote:

    … przypominam sobie, że nie mam portfela. W pierwszym odruchu myślę tylko o tym, jak szybko po niego pojechać i wrócić do sklepu przez zamknięciem, ale po chwili dopada mnie ta okrutna myśl, że i tak w nim jedynie pustki, więc na wiele by się tu nie przydał. Czasem aż boję się go otworzyć, bo mam wrażenie, że ta wielka, czarna dziura poluje nie tylko na moje pieniądze, ale też na mnie.
    Ale wracając do rzeczy… kradzież odpada. Nie tyle ze względów moralnych, choć też, ale przede wszystkim dlatego, że pewnie przy moim szczęściu Pani ekspedientka chodziłaby na kurs muay thai lub taekwondo i spuściłaby mi taki łomot, że raz na zawsze odechciałoby mi się wszystkich płaszczyków. I zakupów w ogóle.
    Pożyczka kasy od znajomych? Pewnie i by pożyczyli, ale co bym im później oddała? Kawałek czarnej dziury…?
    I wtem moje rozmyślania przerywa jakiś hałas. Trzask! Prask! Coś się zadymiło, zaskwierczało i wtem jak żywy staje przede mną Lucyfer. Uśmiecha się szyderczo, jak mój szef, gdy pytam o podwyżkę.
    – Marzy Ci się taki płaszczyk, co? – zagaduje.
    – Wiesz – odpowiadam – paktu z Tobą raczej żadnego nie podpiszę. Panicznie boję się widoku krwi i w ogóle. Duszy też Ci nie oddam, bo to chyba jedyne, czego mi jeszcze komornik nie zabrał.
    Lucyfer znów tylko się uśmiecha.
    – Kto powiedział o oddawaniu duszy, czy podpisywaniu czegoś krwią?
    Ho, ho! Nie ze mną te numery. Oglądałam Ghost Ridera…
    – Nie, nie… dziękuję. Kiepsko jeżdżę nawet na rowerze.
    – Ale ja nie o tym… – ciągnie dalej diabeł. – Mam dla Ciebie propozycję. Sprawię, że ten płaszczyk będzie Twój, a Ty w zamian…
    – Nie, nie! Nie chcę tego słyszeć. Nie zmieszczę się na księżycu, bo jest tam już Twardowski. Nie chcę być Ghost Riderem, ani czeka aż przyjdziesz po moją duszę!
    – Dasz mi w końcu skończyć? – diabeł zaczyna wyraźnie się irytować. Nie przerywaj mi, bo osmolę Ci te Twoje długie rzęsy! Więc tak… moja propozycja wygląda następująco. Ja Tobie ten płaszczyk, a Ty w zamian przestaniesz w nerwach posyłać wszystkich do diabła! U mnie już długa kolejka takich, co przychodzą, gapią się co by zawinąć i w ogóle. I wszyscy od Ciebie! Przyjdą, syf zrobią i wracają na ziemię. Umowa stoi?
    – Jak za ten płaszczyk to… stoi! A nie dorzuciłbyś ze dwie stówy do portfela? Tak na wszelki wypadek, gdyby mnie ktoś znów zdenerwował…
    Trzask! Prask!
    Cholera, moje rzęsy…

    :)
    pozdrawiam.
    na fb lubię jako Monika Cz.,
    na BrandZoo zarejestrowałam się, jako senninha

  42. 42) Anna wrote:

    Po wielogodzinnych poszukiwaniach idealnego płaszcza znalazłam jeden jedyny taki piękny i wyjątkowy.No po prostu cudo.Zadowolona z łowów zmierzam do kasy,po drodze przeszukuję moją przepastną torbę,wysypałam całą jej zawartość,lecz mojego portfela najzwyczajnie nie ma.Spanikowana podchodzę do sprzedawczyni,wyjaśniam całą sytuację,lecz ta mi odmawia,i tłumaczy,że nie może mi go przechować na godzinkę.Coraz bardziej zdenerwowana myślę,jak to ugryżć,wpadam na pomysł, płaszczyk chowam głęboko na półce z tyłu za koszulami męskimi.Pędzę do domku po mój nieszczęsny portfel.Z powrotem jestem po 15minutach.Mój płaszczyk jest tam gdzie go ukryłam.Zdyszana ale uśmiechnięta podchodzę do kasy i płacę za mój upragniony i w końcu zdobyty płaszczyk.

    na Fb jako Anna Z.

  43. 43) Ewa wrote:

    Widzę, kochane dziewczyny, że Wasza wyobraźnia podsuwa Wam genialne pomysły,a rozum szalone, nie zawsze godne pochwały rozwiązania.

    Ja,wytężając jedynie mą pamięć, opowiem Wam historię,która zdarzyła się naprawdę.

    Abyście jednak mogły odebrać ją w należyty sposób, musicie (chcąc nie chcąc), przenieść się w czasy, w których zapewne wielu z Was nie było nawet w planach.
    Lata osiemdziesiąte. Puste półki, szare ulice, bezbarwni, zabiegani ludzie.Czasy,gdy przekroczenie chociażby czechosłowackiej granicy wydawało się spełnieniem snu, poznaniem smaku zachodniego bogactwa i luksusu.

    Miałam to szczęście, że me senne marzenie spełniło się na jawie. Przejechałam nie jedną, ale aż dwie granice i znalazłam się nad słonecznym Balatonem. Nie był to jednak prywatny wyjazd, lecz wycieczka zorganizowana przez Orbis. Program przewidywał dziesięciodniowe słodkie leniuchowanie nad brzegiem tego pokaźnego jeziora, a cały ostatni dzień spędzić mieliśmy na zakupach w Budapeszcie. Mówiąc szczerze pierwsze dni obfitowały nie tylko w kąpiele słoneczne,ale i w “handel” z sympatycznymi gospodarzami i ich licznymi znajomymi. W ruch szło wszystko, co tylko dawało się spieniężyć.Poświęcało się nawet takie skarby jak magnetofon firmy Grundig, ulubione ciuchy, czy perfumy “Być może”.
    Ostatniego dnia, wczesnym rankiem, po pełnej emocji nieprzespanej nocy, z pokaźnie wypchanym portfelem, znalazłam się wreszcie w Budapeszcie. Sklepowe półki aż uginały się pod cudownymi ciuchami i kosmetykami. Oj, było w czym wybierać! Targana niecierpliwością, podekscytowana do granic możliwości wpadłam do pierwszego sklepu i oczom moim ukazał się cudowny płaszczyk.W mgnieniu oka dobrałam do niego buty oraz uroczy kuferek i w podskokach pomknęłam do kasy.

    W chwili, gdy moje ciężko zdobyte forinty miały powędrować do sklepowej kasy, zauważyłam, że bok mojej torebki jest rozcięty, a po portfelu, jak się nie trudno domyślić, nie ma nawet śladu.
    Wyszłam przed sklep i ogarnęła mnie czarna rozpacz. Było wczesne popołudnie, a ja znajdowałam się w obcym mieście, bez grosza…przepraszam, bez fillera. Cała wycieczka rozproszyła się po Budapeszcie, a do odjazdu pociągu do Polski było jeszcze całe 10 godzin.

    Nie mając co robić, ba, nie mając nawet co zjeść, czy pić, szłam pełnymi roześmianych ludzi ulicami, a łzy, na przekór mej woli, same kapały mi po twarzy. Widać,dla pozostałych przechodniów widok ten nie należał do powszednich, gdyż co chwilę ktoś się zatrzymywał i w najróżniejszych językach świata pytał co się stało. Pokazując swą rozciętą torebkę oraz używając wszystkich znanych mi języków (łącznie z migowym) opowiadałam swą smutną historię, a po w mej dłoni lądowała coraz to nowa,przyjemnie chłodna moneta.
    Do wieczora uzbierałam nie tylko na płaszcz, buty i kuferek, ale i na upominki dla całej rodziny…

  44. 44) Małgosia wrote:

    Wbrew pozorom, brak portfela może przysporzyć wielu problemów..
    Jestem desperatką, to muszę przyznać. Potrafię wyolbrzymić nawet najbardziej błahą sytuację! Posłuchajcie tego..:
    Pewnego dnia wybrałam się na jesienne zakupy. Biegała po sklepach już chyba godzinę, kiedy wreszcie zobaczyłam na wieszaku przepiękny, przecudowny, wprost idealny dla mnie płaszczyk!
    Przymierzam, patrzę w lustro – IDEAŁ. Pasuje jak ulał! Wszystko się z nim komponuje: buty, torebka, dodatki, a nawet włosy i makijaż! Uwierzycie? Niewiarygodne..
    No nic. Długo się nie zastanawiałam, zrobiłam kilka fotek (w razie gdyby to się jednak okazało snem) i biegiem do kasy.
    Miła Pani skanuje cenę, pakuje płaszczyk i wypowiada pięknym spokojnym głosem cenę. No i masz Ci los! Otwieram torebkę, wyciągam portfel (szukanie i tak już zajęło mi kilka minut, ale udało się!) i BUM! Zbladłam, nogi się pode mną ugięły… Pusto! Ani gotówki, ani karty, rany boskie co mam robić?? Przez głowę przewijały mi się tak niezwykłe pomysły, że sama siebie się wystraszyłam! Superman – nie istnieje. Wróżką nie jestem – co robić?!?! Ostatnie spojrzenie w oczy Pani za kasą i w nogi! Płaszcz pod pachę i sprintem do przymierzalni. Nie muszę chyba wspominać, że połowa pracowników sklepu pobiegła za mną! Zatrzymali się przed drzwiami przymierzalni. Nie wiem jak to zrobiłam, ale zatrzasnęłam się na na 4 spusty! Niech się dobijają, trochę im to zajmie! Ja muszę działać. Szybki telefon alarmowy do przyjaciółki! Rozumiemy się praktycznie bez słów, więc szybko zorientowała się po mojej paplaninie o co chodzi! Czekałam tam zamknięta jak na wyrok ostateczny… Przybyła z odsieczą w tym samym momencie, w którym ochronie sklepu udało się otworzyć drwi przymierzalni.
    Ufff! Jak na moją przyjaciółkę przystało, całkowicie spokojnie i z klasą przegoniła gapiów: “to co? nie można dwa razy przymierzyć?” Wzięła mnie za rękę i jak gdyby nigdy nic podeszłyśmy do kasy. Wyciągnęła pieniądze, zapłaciłyśmy za płaszczyk i dumnym krokiem wyszłyśmy ze sklepu. ;)

    Udało się!

  45. 45) Sylwia wrote:

    o jej ! nie wiem chyba bym się tam spaliła i chciała zapaść pod ziemie;D
    ale na pewno bym kombinowala jak tylko się da. ! zadzwoniłabym do przyjaciół którzy by mi pomogli zapewne :) ale to na drugim miejscu .
    już nie raz taka gafe zaliczyłam i po prostu powiem kasjerce że zjawie się za określony czas i niech mi go przechowa pod lada:) zawsze przechowają:)
    no w ostatecznosci jakby nic nie pomogło to bym po prosiła przystojniaka jakiegoś żeby mi pożyczyl a za to wymienię się z nim numerem tel i na kolacji że świecami oddam całą sumke:D;D
    myślę że wypowiedziałam się szczerze i nie czarowałam tu żadnymi pięknymi tekstami . mama zawsze mówiła że prawda zostanie Ci wynagrodzona w końcu.
    dziękuje za możliwośc udziału ;)
    Pozdrawiam

  46. 46) Żaneta wrote:

    Nie mam chłopaka w FBI, wujka w CBA, ani nawet cioci w kuratorium oświaty. Także z moim problemem będę musiała poradzić sobie sama, jak przeciętna kobieta. Po nieszczęsnym uświadomieniu sobie, że nie mam pieniędzy jeszcze bardziej nieszczęśliwa wsiadam w autobus powrotny do domu i w tym momencie w duchu przeklinam brak prawa jazdy.Jadę przez całe miasto, a co najgorsze trafiam na największe korki,wpadam do domu i z powrotem robię taką samą trasę. Jaki z tego morał? Jestem kobietą i nawet mordercze jeżdżenie zatłoczonym autobusem po kilka razy nie odbierze mi chwili szczęścia po zakupie nowego ciucha.

  47. 47) Wiktoria Napora wrote:

    po prostu,szukam jakiegos zakatku,do ktorego nikt nie zaglada i tam wlasnie chowam plaszczyk,zeby nikt nie widzial;)…wtedy szybko wychodze ze sklepu i jade predko do domu po portfel.jak juz mam ten portfel to szybciutko jade do sklepu,biore plaszczyk z kryjowki i ide za niego zaplacic…;)

  48. 48) wrote:

    „Jesteś na zakupach jesiennych, wybrałaś wymarzony płaszczyk i przypominasz sobie, że zostawiłaś portfel w domu. Co zrobisz?„

    Cóż, możliwości jest co najmniej kilka – i warto zapamiętać wszystkie, żeby nie dać się zaskoczyć w żadnej sytuacji – bo grunt to elastyczność, moje Panie! :D Zatem…

    1. TAKTYKA “NA NAUKOWCA”.
    Wsuwam na nos okulary, w przebieralni upinam włosy w elegancki, skromny kok i pozbywam się nadmiaru makijażu, a następnie przybieram barrrdzo surową minę. Wychodząc z szatni, ogłaszam wszem i wobec poważnym głosem: “Proszę Państwa, proszę się natychmiast odsunąć! Wykryłam w tym materiale wysokie stężenie szkodliwych dla zdrowia substancji, muszę go natychmiast odizolować!”.
    Po tym wstępie podchodzę do pań z obsługi, wyjaśniam, że płaszcz należy natychmiast odnieść na zaplecze i schować, a ja niebawem zjawię się tutaj ze stosownymi narzędziami, żeby go wykupić i zabrać do laboratorium.
    NIEZBĘDNE REKWIZYTY: okulary, surowa mina, telefon (zawsze można wmówić, że ma wbudowany licznik Geigera).

    2. TAKTYKA “NA ASYSTENTKĘ GWIAZDY”
    Prócz płaszcza zrywam z wieszaków jeszcze mnóstwo ciuchów i pewnym krokiem podchodzę do kasy, po czym przedstawiam się jako asystentka Dody, Maryli Rodowicz tudzież innej aktualnie popularnej gwiazdeczki. Mówię, że chciałabym te ciuchy na potrzeby najnowszego teledysku, ale muszę jeszcze zadzwonić do Dody, Maryli etc., więc proszę je odłożyć na godzinkę, dobrze?
    Po czym pędzę do domu po portfel albo dzwonię do rodzinki, żeby mi go ktoś dowiózł.
    NIEZBĘDNE REKWIZYTY: pewny krok, jeszcze pewniejszy głos, znajomość rynku celebryckiego.

    3. TAKTYKA “NA PLAMĘ”
    Ryzykowna, bo trzeba płaszczyk przybrudzić – najlepiej kurzem albo innym nieszkodliwym elementem. ;) Taki przybrudzony płaszczyk niesiemy do kasy i marudzimy, że… kupiłabym, ale… ta plama… a może da się coś zrobić? Po czym bajerujemy sprzedawców, żeby ten płaszczyk doczyścili i obiecujemy, że zgłosimy się po niego za godzinę lub dwie. :D Już z portfelem.
    NIEZBĘDNE REKWIZYTY: kurz i desperacja w głosie (taaaaak bardzo chcę ten płaszczyk, tylko go doczyśćcie)…

    4. TAKTYKA “NA SIEROTKĘ MARYSIĘ”
    Po prostu przyznaję się, że zapomniałam portfela, robię wielkie oczy i proszę o odłożenie ciuszka (podaję też swój numer telefonu), po czym pędzę do domu po kasę.
    NIEZBĘDNE REKWIZYTY: wielkie oczy, urok osobisty i niezły wynik w biegu na czas. ;)

    Pozdrawiam!
    Anula Wawrzyniak

  49. 49) Marysia wrote:

    O jejku …gdzie jest portfel…!!!!
    No tak, zostawiłam go w tamtej torebce w domu(teraz mi się przypomniało,że to po torebkę na andrzejki właściwie tu przybyłam, ale ten płaszczyk..w kieszeni 15 zł..
    Uhhh!!!Fustracja, irytacja!!! Spoglądam na wieszaki -no mogłam się domyślać ten płaszcz to ostatni egzemplarz , więc jutro, ba za 10 minut już go nie będzie(zresztą ta blondyna też na niego zerka! )
    Nie wypuszczę go z rąk!Zakładam na siebie , nie no majstersztyk-fason ok, kolor ok-lustro prawdę mówi;) Och, gdybyś Ty me lustereczko przeniosło na druga stronę!!!Czas nagli, oczywiście komórka też w torebce w domu!!!
    Może jestem w ciąży,że tak się zapominam?(Pamiętaj Maryśka:Kup test ciążowy jak stąd wyjdziesz w najbliższej aptece)
    Tak, ekspedienta widzę już zagląda cóż ja tak nerwowo podryguję , ono podryguję droga pani, bo portfel w
    domu, a płaszcz być musi mój! Ale ten błysk w oku ekspedientki znam, tak samo patrzyła na mnie koleżanka gdy pokazałam jej moje nowe botki od Villa.Kolor absolutnie obłędny, fason absolutnie modny i trendy tej jesieni.Dziś właśnie wyszły ze mną na zakupy.No i zerka ta ruda ekspedientka na moje botki, jestem z siebie dumna.Patrzę na jej stopy, he na bank rozmiar 39 , tak jak ja…I już mi świta pewna myśl…
    Podchodzę i stawiam sprawę na ostrzu nie noża może, ale kołnierza od płaszcza lub cholewki buta…
    “Zapomniałam portfela, płaszczu nie oddam -a kupić nie mam jak.Jednak wiem ,że handel wymienny jest na topie i co powie pani na wymianę ten oto płaszcz za moje nowe botki?”…
    Ta chwila ciszy przeraża pójdzie na to czy nie…i nagle słyszę…
    “Niech pani ściąga buty”….:)
    No długo nie trzeba było mi tego powtarzać :)
    Po chwili wychodzę ze sklepu, cóż z tego ,że zupełnie boso i ludzie patrzą nieco ironicznie-gdyby wiedzieli co mam w torbie to by tak nie patrzyli, a szczególnie ta brunetka w skórze…W torbie z namaszczeniem niosę bowiem moją zdobycz-płaszcz z moich snów….Okupię go zapewne odciskami, ale auto stoi zupełnie niedaleko-ale zaraz zaraz gdzie ja mam kluczyki ?????:)
    O apteka!!!Wstąpię po test ;)

  50. 50) Paulina Jatczak wrote:

    Zapomniec portfela na zakupach- to dopiero DEMOTYWATOR ale NASYGNALE pedze do przymierzalni i robie w kurtce zdjęcie obrabiam je w PICASA , umieszczam na BLOGSPOCIE– odnośnik do niego wrzucam na FACEBOOKU i tworze wydarzenie z zapytanie rodem z SAMOSIA.PL- Kto ze znajomych jest POSZKOLE, pomoże w potrzebie i portfel szybko jak E-PRZELEW dowiezie. Motywuje linkiem do ALLEGRO w którym jedyna aukcja z ta kurtką jest już zakończona oraz wykazem z CENEO by udowadnić ze taniej się nie da. Wyznaczam trase dojazdu na GOOGLE MAPS i w oczekiwaniu na koleżanke słucham RADIOPOLSKASTACJA. A gdy kurtka będzie już moja zdjęcie w niej trafić może nawet na PLEJADE;)

  51. 51) alita wrote:

    Zachwyt nad pięknym płaszczykiem, w którym już się widziałam na randce, na ławce w parku, w korytarzu uczelni nie odebrał mi jednak logicznego, zdrowego myślenia. Sztuką dedukcji szybko sprawdzam metkę i wszystkie informacje w niej zawarte wrzucam do wyszukiwarki na moim smatphonie. Większe prawdopodobieństwo jest, że płaszczyk w cenie niższej będzie w sieci, niż pani ekspedientka uprzejmie przechowa mi go pod ladą. Po chwili znam już wszystkie wady i zalety i cenę być może nieadekwatną do wspaniałej sklepowej zdobyczy. Jeśli jednak moje przypuszczenia mylne by były w moim telefoniku znajdę numer do ukochanego, lub ukochanej, koleżanki oczywiście :)

  52. 52) Magdalena wrote:

    Wchodzę do sklepu wybieram modny płaszczyk jesienny ostatnia sztuka idę do przymierzalni przymierzyć , idealnie pasuje do mojej sylwetki leży perfekcyjnie , zaglądam do torebki czy mam taką kwotę pieniędzy okazuje się że zapomniałam wciąż portfel który leżał przy biurku, zrobiło mi się smutno – ale podeszłam do pani sprzedawczyni czy nie zrobi wyjątku przechować dosłownie na pół godziny płaszcz, oznajmiła oczywiście nie ma problemu, bardzo się ucieszyłam poszłam do domu i szybko wróciłam do sklepu i kupiłam płaszczyk jesienny .

  53. 53) senninha wrote:

    oo rany, dziękuję :)
    albo raczej… bardzo dziękuję :) brak mi słów :)

  54. 54) wrote:

    Udało się, cudownie!!! :D Dziękuję! :)
    A jak mam się skontaktować? :D

  55. 56) wiktoria wrote:

    wracam do domu a moja babcia trzyma plaszcz,nowiutki z królika i moja mama powiedziala mi że z babcią jest zle a ona powiedziała:jeszcze zatańcze na waszych grobach

↓ Komentarze tu ↓







Read previous post:
jak dobrac buty do strojui00007
Jak dobrać buty do stroju? – 5 porad

Tak jak w sałatce greckiej podstawowym składnikiem jest ser feta, tak samo ważnym elementem stylizacji są buty. Mogą odjąć Ci...

Close